Fundacja Tygodnika Powszechnego

Wspieraj nas przy okazji zakupów w sklepach internetowych razem z FaniMani.

  • Serduszko Część wartości Twoich zakupów trafia do nas.
  • Metka cenowa z sercem To nic nie kosztuje, robisz zakupy tak jak zwykle.
Fundacja Tygodnika Powszechnego - logotyp/zdjęcie

Jak to działa?

  • Zakupy on-line?
    Planujesz zakupy w Internecie?
  • Wejdź przez przez FaniMani
    Wejdź na stronę sklepu przez FaniMani
  • Płacisz tyle co zwykle
    Kupujesz jak zwykle i płacisz tyle co zwykle
  • Otrzymujemy darowiznę średnio 2,5% od wartości Twoich zakupów

Korzystaj z oferty ponad 1021 sklepów internetowych i wspieraj nasze cele:

  • Finansowanie wkładu własnego w projekty kulturalne, edukacyjne dofinansowane z grantów i dotacji
  • Wspieranie projektów wydawniczych związanych z "Tygodnikiem Powszechnym"

Fundacja Tygodnika Powszechnego

Kraków 31-007, Wiślna 12,
Rodzaj organizacji: Stowarzyszenie / Fundacja

www.tygodnikpowszechny.pl/fundacja-tygodnika-powszechnegoikonka Facebook Profil Facebook

Działania kulturalne i społeczne, „Lekcje czytania” i „Lekcje historii”, festiwale: Conrad i Copernicus. To początek długiej wyliczanki spraw, którymi zajmuje się Fundacja Tygodnika Powszechnego.

Mówi, że o wiele lepiej wychodzi mu zarządzanie projektami niż chwalenie się nimi. Aleksander Kardyś, prezes Fundacji Tygodnika Powszechnego, opowiada o jej działalności rzeczowo, chronologicznie i wyczerpująco, jakby odczytywał skrupulatne sprawozdanie z rocznej działalności.

Cenzura w piwnicy

15 czerwca 2002 r. ówcześni udziałowcy spółki „Tygodnik Powszechny”: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, trzy stowarzyszenia francuskie, które są wspólnikami, a także redakcyjny trzon pisma – spotykają się, żeby powołać Fundację Tygodnika Powszechnego. W sierpniu tego roku jest już zarejestrowana w KRS i oficjalnie rozpoczyna działalność. Dwa lata później znajduje się wśród pierwszych fundacji i stowarzyszeń, które uzyskują status organizacji pożytku publicznego.

W „Lekcjach czytania” biorą udział setki uczniów z całej Polski. Na Festiwal Conrada przyjeżdżają tysiące wielbicieli literatury. Podpisuje się pod tym skromnie Fundacja Tygodnika Powszechnego. Ale najważniejsi są ci, którzy dzięki niej coś zyskują.

„Utworzenie Fundacji Tygodnika Powszechnego otwiera dla naszego pisma i związanego z nim środowiska nowe możliwości działania” – czytamy we wstępie artykułu sprzed kilkunastu lat. Początkowo Fundacja miała się zajmować finansowaniem prac wydawniczych i redakcyjnych „Tygodnika Powszechnego” oraz utrzymaniem i współprowadzeniem Archiwum Jerzego Turowicza w Krakowie. Dziś lista zadań i inicjatyw jest dużo dłuższa. – Po rejestracji Fundacja stała się właścicielem spółki „Tygodnik Powszechny”, sprawując funkcje właścicielskie przez dwuosobowy zarząd: ówczesnego prezesa Krzysztofa Kozłowskiego i mnie jako zastępcę – opowiada Aleksander Kardyś.

Pierwszy wielki projekt startuje w 2003 r. – Pod węglem w piwnicy kamienicy przy Wiślnej 12, gdzie mieści się siedziba „Tygodnika”, znaleźliśmy paczki pieczołowicie zawinięte w brązowy papier pakunkowy. Okazało się, że w środku są szare koperty, a w nich skrzętnie zarchiwizowane dokumenty, które zostały z tworzenia numerów „Tygodnika” w latach 1956-90, trochę rękopisów, maszynopisy, odbitki szczotkowe. Na wielu z nich były pozaznaczane literą „c” ingerencje cenzury – mówi. Digitalizacja tych archiwów zajmuje ponad dwa lata, zeskanowano ponad20 tys. kart kruszącego się, pożółkłego papieru oraz komplet roczników z mikrofilmów. Fundacja dostaje dofinansowania, technicznie pomaga Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Powstają unikalne komplety cyfrowych roczników pisma na CD. Setka z nich trafia do bibliotek w całej Polsce.

– Myślimy o powrocie do projektu digitalizacyjnego „Tygodnika” – mówi prezes Kardyś. – Technologie sprzed dziesięciu lat nie pozwalały na to, co dziś jest już w naszym zasięgu: cyfrowe odtworzenie całej zawartości pisma od roku 1945 połączonej z dokumentacją cenzury, na lepszych od CD czy DVD nośnikach lub w sieci, z narzędziami do wyszukiwania, indeksami, odnośnikami itp.

Drugi duży projekt to opracowanie zasobów archiwum Jerzego Turowicza.

– Archiwum, czyli wszystko, co znajdowało się w mieszkaniupaństwa Turowiczów przy ul. Lenartowicza, zostało przeniesione do budynku Herbewa w Krakowie, gdzie długie lata gościł je pan Andrzej Barański – opowiada prezes Fundacji.

Sama korespondencja redaktora naczelnego „Tygodnika” zajmowała około 2 tys. teczek: – Dostaliśmy od Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych oprogramowanie, Michał Smoczyński, wnuk Jerzego Turowicza, razem z wolontariuszami sumiennie, długo nad tym pracował – opowiada Kardyś. Dokumenty zostały starannie uporządkowane, opracowane, skatalogowane i zeskanowane. Wyzwaniem większym od korespondencji okazało się uporządkowanie zapisków osobistych. Jerzy Turowicz co roku kupował gruby kalendarz, w którym na każdy dzień roku przypadała cała strona, i robił w nim pieczołowite zapiski: na czym był w teatrze, a na czym w kinie, jakiego koncertu wysłuchał i jak udał się wieczór w Piwnicy pod Baranami.

– Ich spisanie, rozszyfrowanie skrótów i monogramów, zajęło kilka lat – opowiada Kardyś – ale też dało unikalne źródło historyczne: gęstą (może zbyt gęstą? – śmieje się) kanwę dla powstającej monografii niezwykłego życia i działalności legendarnego Redaktora Naczelnego „Tygodnika”.Potem zbiory archiwum znalazły się w dworku należącym do rodziny Jerzego Turowicza w Goszycach, by na koniec, wolą jego spadkobierców, trafić do Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie. – To były działania źródłowe, a w okolicach 2004 r. pojawiły się pierwsze projekty wydawnicze – kontynuuje prezes Fundacji. – Zaczęliśmy startować w konkursach organizowanych przez instytucje publiczne, w których przedmiotem zgłoszenia mogły być również publikacje. Kiedy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, na łamach „Tygodnika” publikowane były dodatki tematyczne wspierane przez MSZ.

Potem pojawiły się kolejne serie: historyczne, literackie, a nawet ekologiczne. Na liście działań Fundacji są też „Tygodnikowe” reedycje, jak „Żydownik Powszechny” – kanon tekstów „TP” o relacjach polsko-żydowskich wydany na 65-lecie pisma po polsku, angielsku i francusku, a także książki, jak wydane w trzech językach zbiór esejów „Europa. Niedokończony projekt” i doceniona na paryskich targach Salon du Livre 2015, przygotowana na potrzeby prezentacji Krakowa i Wrocławia, „Opowieść o dwóch miastach”.

Książka, pamięć, eksperyment

– Tutaj właśnie powstał Festiwal Conrada, dokładnie w tamtym pokoju – wspomina prezes, kierując wzrok w stronę jednego z redakcyjnych pomieszczeń ze skrzypiącym parkietem. – Jest rok 2009, w Krakowie dużo mówi się o festiwalu literackim, ścierają się różne pomysły i interesy. A z naszej strony pada taki pomysł: zorganizujmy festiwal imienia Josepha Conrada. Mamy przecież w Krakowie postać, która jak nikt inny skieruje na nas uwagę literackiego świata – opowiada Kardyś.

Wśród ojców założycieli wymienia Michała Pawła Markowskiego (dziś dyrektor artystyczny), Piotra Mucharskiego i Jacka Ślusarczyka,do których wkrótce dołączył Grzegorz Jankowicz (obecnie dyrektor programowy).

Dziś Festiwal Conrada to największe międzynarodowe wydarzenie literackie w Polsce i jedno z największych w Europie. Organizatorzy mówią, że „ma prezentować literaturę światową z różnych zakątków globu, zakorzenioną w różnych kulturach, wyrastającą z odmiennych doświadczeń, a także inicjować intensywne dyskusje artystyczne i społeczne”. Podczas pierwszej edycji Conrada pojawiają się „Lekcje czytania” – akcja społeczna, która ma literaturą zainteresować młodzież. Potem do ich organizacji włączy się Uniwersytet Łódzki; od prawie siedmiu lat organizowanych jest w całej Polsce prawie 70 spotkań rocznie, łącznie uczestniczyło w nich już blisko 20 tys. licealistów, a prowadzą je wybitni pisarze i krytycy literaccy.

– Zastanawialiśmy się: skoro udał się nam festiwal literacki, to dlaczego nie stworzyć festiwalu historycznego? – wspomina kolejne lata prezes Fundacji. Tak powstają dwie edycje Międzynarodowego Festiwalu Historycznego „Wiek XX. Anamneses”, który przedstawiany jest jako „przestrzeń dla wspólnej debaty historyków, pisarzy, filmowców i artystów, których zainteresowania naukowe i twórcze koncentrują się wokół istotnych momentów dwudziestowiecznej europejskiej historii”.

Literatura, historia... Do kompletu brakowało nauk ścisłych i przyrodniczych. W 2014 r. powstał Copernicus Festival, którego trzecia edycja pod hasłem „Piękno” ruszy już 17 maja.

– Wszystkie nasze festiwale powstają w rozmaitych aliansach: Conrada współorganizujemy z Miastem Kraków i Krakowskim Biurem Festiwalowym, Copernicus to wspólna inicjatywa naszej fundacji i Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, do której włączyły się Fundacja Johna Templetona, Miasto Kraków, Muzeum Narodowe, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej i wielu innych partnerów. Podobnie „Wiek XX. Anamneses” ma wielu współtwórców: Miasto Wrocław, Ośrodek Pamięć i Przyszłość, IPN, Fundacja Adenauera, Muzeum Historii Polski, Muzeum II Wojny Światowej i Europejskie Centrum Solidarności – wylicza Aleksander Kardyś – a łączna frekwencja na naszych festiwalach przekracza 30 tys. osób rocznie. Festiwale poprzedzone są zawsze dodatkami „TP”, a po nich na łamach pisma ukazują się obszerne relacje i ekskluzywne wywiady z najciekawszymi gośćmi.

2015 rok był dla Fundacji intensywny (o wszystkich inicjatywach z minionych miesięcy informujemy w ogłoszeniach na łamach kolejnych wydań „Tygodnika”). Rządzą nią teraz trzy główne nurty: wydawniczy (czyli m.in. dodatki „Tygodnika”), społeczno-kulturalny (czyli festiwale Conrad i Copernicus oraz akcje społeczne: przeznaczone dla młodzieży „Lekcje czytania” i rozpoczęte w 2015 r. „Lekcje historii”) oraz korporacyjny (czyli sprawowanie funkcji właścicielskich w spółce „Tygodnik Powszechny”).

Kultura wysoko procentuje

Aleksander Kardyś: – Łatwiej jest sformułować emocjonalny przekaz o potrzebie pomocy ubogim lub pokrzywdzonym przez los niż podobnie działający komunikat przekonujący do wsparcia działalności na rzecz kultury i wolności słowa. My mówimy, że kultura wysoko procentuje. I tak w naszym przypadku właśnie jest. Musimy zebrać minimum 10 proc. naszego rocznego budżetu, abyśmy mogli starać się o środki publiczne. Szczycimy się tym, że z jednej złotówki z podarowanego nam 1 procenta podatku wypracowujemy dziesięć złotych wydanych na cele kulturalne. Rozliczamy się ze wszystkiego, co zrobiliśmy, i jak wiele osób z tego skorzystało. Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim osobom, do których nasz przekaz trafia i które co roku przekazują nam swój 1 procent podatku – w ciągu ostatnich kilku lat to regularnie ok. 150 tys. zł.

Współfinansując w ten właśnie sposób obowiązkowy wkład własny do budżetu kilkunastu projektów w samym 2015 r. zdobyliśmy na nie blisko dziesięciokrotnie większą kwotę z grantów, dotacji, od sponsorów i partnerów. Ale ta pierwsza złotówka jest najtrudniejsza do zebrania – podkreśla prezes Fundacji. I to właśnie o nią nieustannie prosimy Czytelników i Przyjaciół „TP”.

Zebrane środki przeznaczymy na:
  • Finansowanie wkładu własnego w projekty kulturalne, edukacyjne dofinansowane z grantów i dotacji
  • Wspieranie projektów wydawniczych związanych z "Tygodnikiem Powszechnym"

Udostępnij i pomagaj nam zbierać:

Fundacja Tygodnika Powszechnego
Fundacja Tygodnika Powszechnego - logotyp/zdjęcie

Wspieraj nas przy okazji zakupów.

Wspieraj nas

Serwis prowadzony jest przez Fundację FaniMani, która pomaga w zbieraniu funduszy na różne ważne cele. Wiecej o FaniMani

Jesteśmy tutaj dla Ciebie. Potrzebujesz pomocy? Zajrzyj na pomoc.fanimani.pl albo skontaktuj się z nami – wyślij e-mail na info@fanimani.pl